Najnowsze komentarze
Złe wibracje to nie złe emocje. To...
Dziabong1 do: ODPRĘŻENIE
Bez moralizowania bo tez mam swoje...
Często właśnie w tamtym miejscu pr...
Jadąc pod górę o zachodzie słońca ...
Andrzej JK do: BABCIA
Dzisiaj Matkę Twojej Babci z mniej...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki
<brak wpisów>

13.08.2017 13:15

ODŚWIEŻYĆ PAMIĘĆ

     Liść nasączony był wodą. Jego kolor ożył a faktura stała się bardziej mięsista. Istniał, przeprowadzając proces fotosyntezy bezustannie, ciagle. Nie żył w odosobnieniu. Przytwierdzony był do gałęzi a ona z kolei do drzewa. Wszystko wokół pachniało wilgocią, grzybnią, drewnem.

     Przez środek lasu biegła asfaltowa droga długa na dwa kilometry. To tutaj dawało sie poczuć różnice temperatur w letnie popołudnia, wjeżdżając w jego głąb motocyklem. Zawsze panował tam przyjemny chłód i świeżość. Znałem go na wylot, każdą ambone, dróżke, szałas. Przeszedłem go wszerz i wzdłuż nie jednokrotnie, nawet raz na bosaka co by było ciekawiej.

     Tym razem prowadziłem babcię Hondę CB250RS z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych o wigorze dwudziesto pięcio latki. Jej malutki lecz słuszny pojemnościowo silnik pracował nie wysilony. Był letni wieczór niewiele po burzy. Miałem na sobie ubraną bluzę, krutkie spodenki, trampki i kask stary jak świat. To on jest kropką nad "i" w segmencie motocyklowej wygody. Tym razem nie wybrzydzałem, korzystając z tego co pozostawiłem kilkanaście lat temu. Szyba była tak porysowana i zatluszczona jakimś badziewiem że nawet po jej przetarciu rękawem niewiele się zmieniło. Zdecydowałem się na jej stałe otwarcie. Kiedy wkładałem go na głowę wysypała mi się na twarz spora część utlenionej gąbki, zamienionej przez czas w proch. Stan ogólny pieczary był zły, lecz nie on grał tu pierwsze skrzypce.

     Miałem wolne od wszystkiego. Żadnych dodatkowych obowiązków. Żyłem chwilą i to było najważniejsze. Do tego czułem powiew wiatru na gołych piszczelach.

     Zaraz po wyjezdzie z lasu minąłem rowerzystów na zakręcie na moim pasie. Potem była pierwsza wioska a za nią droga o rowniutenkiej nawierzchni biegnąca wzdłuż pól, dając wgląd na pomarańczowe niebo poszarpane przez burzowe chmury. Zawiesina mgieł utrzymująca się niewiele nad ziemią również przykuwała uwage. Zapach dojrzałego rzepaku był w tamtej chwili bezcenny. Najchętniej nagrałbym go jak film i włożył do kieszeni. Może kiedyś stworzą taki telefon co bedzie nagrywał zapachy? To byłoby coś.

     Dalej jest sekwencja łagodnych zakrętów w lewo i zaraz w prawo z mostkiem na końcu wybrzuszajacym znacznie drogę. To jedyne miejsce w okolicy gdzie można oderwać koła od jezdni. Problem polega na tym że potrzebujemy do tego znacznego pędu. No i łagodne zakręty stają się wtedy ostre jak brzytwa.

     Przypominając sobie o tym podgonilem tempo do 120km/h. Lekka konstrukcja motocykla nabrała sensytywnosci w prowadzeniu. Każdy niewielki ruch lub balans ciałem zmieniał kierunek jazdy. Tak lekka maszynka prowadzi się zupełnie inaczej od większych motocykli. Trzeba pracować ciałem i to znacznie.

     Aby skok na mostku mógł zaistnieć trzeba wykorzystać całą szerokość drogi, od lewa do prawa. Nic w tym wielkiego gdyby nie krzaczory rosnące po lewej stronie przed pierwszą zmianą kierunku, zasłaniające skutecznie widok. Potem należy już tylko przyspieszać widząc całą drogę, przekładając motocykl do prawej strony aby na końcu, na wzniesieniu mieć jak największy pęd. FZ 750 potrzebowała stu czterdziestu na godzinę aby oderwać dwa koła.

    CB250 nie ma na tyle mocnego silnika aby przyspieszyć na tak krutkim odcinku o dwadzieścia jednostek, ani nawet o pięć. Jedynie tonacja zmieniła swój wydźwięk lecz niewiele wydarzyło sie co do szybkości. To nieszkodzi pomyślałem, nie to w dzisiejszym dniu jest najważniejsze.

     W drodze powrotnej, na ostatnim jej odcinku, gdzie droga wznosi sie ku niebu, otworzyłem gaz szerzej. Dla mojego zaskoczenia silnik nabieral obrotów bez cienia zdławienia, równo i miarowo. Biorąc pod uwagę moje ciężkie dupsko i gabaryty byłem naprawde pod wrażeniem. Pomyślałem że dam jej jeszcze troszeczkę. Po chwili schowany byłem za kwadratową, przyciemnianą owiewką trzymając manetkę gazu na pełnym otwarciu, podglądając od czasu do czasu czy droga z za niej jest rzeczywiście taka na jaką wyglada. Tonacja nabierającego obrotów silnika rosła. Na końcu tej drogi jest dom mojego taty, usytuowany po lewej w odległości nie większej niż 250 metrów. Echo potrafi nieść wibracje w powietrzu przesyłając informacje o zbliżającym sie obiekcie. Jest tam otwarty stadion obsadzony wzdłuż drzewami, który dodatkowo polepsza akustykę zaistnialych na drodze zdarzeń. Prędkościomierz sięgnął 130km/h kiedy wpadłem na ostatnią prostą przed skrzyżowaniem. Dystans topniał a ja ciagle przyspieszałem. Informacje w głowie nabrały prędkości przetwarzania danych. Klamki hamulca wciąż nie dotykałem. Czekałem do punktu zero. Dwa wydechy warczały pełnią wydźwięku uwolnionych wszystkich 19KW. Sylwetka motocyklisty i jego maszyny była jednością podczas skulenia za sterami, w spotegowanym pędzie na tle mijanych drzew. Na dobrą sprawę obserwując sytuacje z boku można by wstać z krzesła i zastanawiać się czy mam zamiar wogóle hamować? W końcu zamknąłem gaz i rozpoczęłem pełne hamowanie. Złapałem klamke przedniego zacisku pełną łapą, wdepłem pedał i wykonałem redukcje z pięć do jeden. Motorek bez cienia wątpliwości wytracił szybkość. Zawsze mnie to zaskakuje jak spory zapas jest jeszcze w zanadrzu.

     Na miejscu ściągnąłem kask wytrzepując resztę gąbki z włosów. Przetarłem oczy z łez. Włosy na gołych nogach mrowiły od pędu powietrza a sama skóra była mocno nawilżona, jak po nałożeniu maseczki w gabinecie kosmetycznym. Tego było mi trzeba, odświeżenia pamięci i nabrania świeżości jaką daje przedewszystkim motocykl.

 

     Let the river flow

 

     Pozdro

Komentarze : 2
2017-08-15 11:50:33 Calmly

Często właśnie w tamtym miejscu przy chylącym się słońcu widać owady wypełniające przestrzeń, podświetlone niczym slide przeźrocza podczas ich chaotycznych lotów.

Zegarek w simsonie był jeden i mimo niewielkich wychyleń potrafił dostarczać subtelnych wrażeń.

2017-08-13 19:54:55 okularbebe

Jadąc pod górę o zachodzie słońca po wyjeździe z lasu, można zachwycić się magią miejsca. Jak dobrze wiesz, współczesne motocykle też robią tam to samo. Choć ten fragment drogi na hamowaniu obok boiska jest dla nich dość wąski i na nierównościach przy pewnych prędkościach sprawia, że motocykl staje się niespokojny.

To tam odbicie drzew mijanych przy drodze jest widoczne jak w krzywym zwierciadle na obręczach zegarów Bronka. Jak kiedyś na obrączce licznika w Simsonie.

  • Dodaj komentarz