Najnowsze komentarze
Cześć Calmly, jak czytam tekst o t...
Witaj gregor1365 Pewnego jesienne...
Kolega z miejsca naszej udręki czy...
ha ha ha do: Jedna z cech XX'a
....a rano obudziłem się jak zawsz...
calmly do zdjęcia: -
W tamten dzień miałem sporo czasu....
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki
<brak wpisów>

30.11.2018 23:58

Jedna z cech XX'a

     Na hali stały ich dwie. Jedna i druga w tym samym, niebieskim kolorze. Jednak różniły się znacznie między sobą, mimo że pochodziły z tej samej stajni. Duża Honda posiadała prawie pięć razy większą pojemność skokową silnika i miała na swoim poszyciu oznaczenia, znane przez wszystkich motocyklistów na całym świecie - CBR XX. Mniejsza, to motorek który jest ze mną od prawie samego początku - CB250. W tamten dzień postanowiłem skorzystać z walorów i cech obłej hondy.

     Pogoda niedzielnego poranka była idealna. Soczysta trawa oświetlona przez jaskrawe promienie słońca. Pachniało późnym latem i wilgocią odparowującej rosy. Ludziska jeszcze nie wstali i nie wyszli na nowe chodniki swojego miasta.Było zbyt wcześnie.

     Silnik zagrał jak zwykle od strzała. Ledwie dotknąłem starter a cztery w lini natychmiast ożyło. Tak było za każdym razem, aż stawało się to nudne. Gdyby chociaż coś zawiodło, zatrzeszczało lub zazgrzytało. A tam nic, wszystko w należytym porządku.

     Kierunek tamtego dnia był Wrocławiem. Konkretnie bazarem motocyklowym we Wrocławiu. Dojazd prosty i szybki, korzystając z udogodnień drogowych w postaci nitki autostrady A4. To jakieś 35 km samej drogi szybkiego ruchu.

     Opona z przodu była wymieniona na nową pirelli, choć nie tak przyjazną jak jej poprzedniczka. Świeżynka nie dawała dobrego feedback’u i potrafiła zgłębić przechył motocykla nagle, podczas ostrych, wolnych zakrętów. Była twarda. Michelin pilot road 2, której używałem wcześniej, była pod tym względem idealna. Nawet na mokrej nawierzchni czuć było stabilność i duży zapas przyczepności. Była dla mnie gumą idealną.

     Silnik przy porannej bryzie ciągnął równo. Dwie tytanowe puchy bez db kilerów brzmiały wyraziście, utrzymując idealną tonację duetu. Lekkie ubranie w postaci tekstyliów bez podpinki nie krępowały ruchów. Łańcuch naoliwiony, olej sprawdzony. Podstawowe myśli przelatywały przez głowę, jak zawsze przy rozpoczętej jeździe. Jak gdyby racjonalny umysł potrzebował dowodu że wolno, że jest ok, że nic się nie stanie, że wszystko jest w należytym porządku.

     Ruch na drodze był praktycznie zerowy. To dało pewien IMPULS. Zwiększyłem otwarcie gardzieli i przytrzymałem w tej samej pozycji przez dłuższy czas, utrzymując znaczny pęd. Znałem ten odcinek i pamiętałem że za parę kilometrów będzie długa prosta, ze zjazdem w dół i doskonałą widocznością. Chciałem sprawdzić jak XX jedzie.

     Łokcie miałem już wtedy delikatnie ugięte ze względu na przekroczenie drugiej setki. Honda prowadziła się wyjątkowo precyzyjnie. Osadzona była w rozdzieranym przez siebie powietrzu bardzo stabilnie. Jak gdyby było zapisane to w jej genotypie. Tak było w rzeczy samej. Aerodynamika tego motocykla jest wyjątkowo skuteczna i wydajna jak na potrzeby dla których została stworzona. Mianowicie bardzo szybkiej turystyki.

     Wpisałem motocykl w prawy łuk autostradowej nici, aby jeszcze przed jego szczytem zwiększyć ciąg. Tuż za nim był właśnie odcinek wspomnianej prostej. Zarejestrowałem tylko dwa auta w jego przestrzeni. Pierwsze, pięćset metrów przede mną a drugie, duuużo dalej. Gaz otwarłem wtedy bardzo szeroko. CBR natychmiast nabrała tępa na moich oczach, podglądających centralnie osadzony, analogowy prędkościomierz. Wartość to dwa-pięć, kiedy minąłem pierwszy pojazd. Skulony byłem za sterami jak nigdy wcześniej. Słyszałem wyraźnie wchodzący na jeszcze wyższy rejestr obrotów silnik. Powietrze stało się wyjątkowo gęste. Rozdarte przez dziób kompresowało swoją masę na szybie, aby w szycie, tuż za moją głową, rozprężyło się na karku i całej długości pleców. Wywołując tym samym znaczne ciśnienie przyciskające mnie do motocykla, wymuszając jedność maszyny i żywego organizmu.

     Myślałem że silnik będzie wołał o pomstę do niebios z niemocy, kiedy to doświadczyłem jego trzeciej odsłony. 164KM i doładowanie powietrzem - air boost - pozwoliło usłyszeć soczysty piec, wciąż nabierający prędkości obrotowej. Wyrazistość warkotu, przypominająca tą z rajdowych aut, odsłoniła asa z rękawa XX’a. Blackbird nie miał dość i domagał się jeszcze więcej, nalegał. Otworzyłem jeszcze bardziej, choć nie do końca. Zdałem sobie sprawę z braku czasu na jakąkolwiek reakcje, jeżeli poszłoby coś nie tak. Skuliłem się jeszcze bardziej i utkwiłem wzrok w jedynym sensownym punkcie, białej kropce, zbieżności wszyskich liń perspektywy szosy. Tuż przed dojazdem do drugiego auta zobaczyłem 190mil/h. Wtedy właśnie, pasażer siedzący na tylnej kanapie wyprzedzanego samochodu obejrzał się za siebie. Wyrwany z monotonii autostradowej jazdy, przez echo nadlatującego pocisku. Zarejestrowałem jego facjatę jako jedną jedyną klatkę filmu. Młoda twarz z szeroko otwartymi oczami. Zaraz potem przefrunąłem obok, mając na blacie 304km/h.

     Super Blackbird chciał jeszcze, lecz to czego doświadczyłem było ponad moją miarę. Nie odważyłem się na więcej. Prędkość była zbyt brutalna. Siły i sygnały dawno wyszły poza skalę na osi x-y. Pęd był niemożliwy a oczy zdecydowanie nie obyte, aby przetworzyć tak wielką ilość informacji z rozmazanego otoczenia.

     Na miejscu zaparkowałem motocykl z boku i przypiąłem do niego kask. Wolne od obciążeń ręce swobodnie zwisały wzdłuż tułowia, powodując uczucie lekkości. Zapach palonego grila, pieczonego mięsa i lanego piwa wprowadzał w nastrój przyjemnego, piknikowego nastroju. Dałem się porwać rzece ludzi i oddaliłem się od Hondy, pozostawiając ją samą sobie. Prawdę mówiąc potrzebowałem pozostać sam z własnymi myślami, w tłumie ludzi, przeglądających i poszukujących tej jednej jedynej części, lub po prostu miło spędzających czas. Chciałem odetchnąć i zresetować software mojej głowy. Honda pozwoliła doświadczyć mi jednej z jej cech, dla której między innymi ją kupiłem. Nie zawiodła mnie.

 

 

 

     Pozdro

 

 

     Let the river flow

Komentarze : 7
2018-12-10 22:57:12 gregor1365

Cześć Calmly, jak czytam tekst o tej V-max to na myśli od razu mam moją Virago 250 choć to trochę głupkowate: też ma miękką ramę, cherlawy widelec, więcej hałasu niż przyspieszenia, żadną jakość hamulców które do tej pory zasilane były też cieknącym z lag olejem. Jednak dawaliśmy radę i czerpaliśmy radość z jazdy a też jeszcze akuma nie wyciągnąłem bo na działkę jeszcze musimy skoczyć w tym roku. Dziś było sucho i wietrznie ale czasowo nie ogarnąłem.
Takie rozterki motocyklowe to czytam z przyjemnością. Yamaha ma teraz promocję na części, ta mała ma już 25 wiosen na karku to może troszkę przyoszczędzę. Wieczory są długie, narzędzia mam, ta franca nagrzewnica grzeje tak, że motocykle od razu mokre od nagłej zmiany temperatury to też lipa, tak być nie może. Będę qrwa marzł.
Pozdrawiam.
Byle do wiosny...

2018-12-10 12:17:46 Calmly

Witaj gregor1365
Pewnego jesiennego popołudnia wybrałem się z chłopakami na przejażdżkę, dosiadając właśnie XXa. Kolega zaproponował zamiankę już drugi raz tego dnia, zgodziłem się choć niechętnie, wiedząc jak mocno upajam się jazdą CBR.
Miałem wtedy okazje prowadzić yamahę V-max. Był to motocykl o zupełnie innym stylu od Hondy. Wyciągnięte do przodu ręce, nisko osadzone dupsko na wygodnej pufie i nogi z przodu.
Niedługo po tym kiedy ruszyłem, sypnąłem z garści. Yamaha wystartowała gwałtownie, choć oddawała moc z widlastej V4 jakoś tak chropowato. Heble coś tam działały i trzeba było łapać klamkę całą dłonią, niczym imadło. W zakręcie w końcu można było poczuć całym sobą jak bardzo niestabilnym jest motocyklem. Miękka rama, cherlawy widelec z przodu jak i miękkie amortyzatory z tylu. Pozycja w sidle w niczym nie pomagała. Siedziałem jak na taborecie. Jeżdżąc na V-max trzeba było wkładać sporo siły w każdą zmianę kierunku, przesiadać się z miejsca na miejsce, utrzymując pełną koncentracje.
Nie staram się negować V czwórki, tylko pokazać jak ciężkim i nie lubiącym błędów w sztuce prowadzenia jest motocyklem. Od kierowcy wymaga twardej ręki i stalowego charakteru i nie małych umiejętności.
Kiedy doszło do ponownej zamiany, gdzieś na Niemodlińskim parkingu, kolega G, właściciel yamahy nie był w stanie sklecić zdania jak Blackbird jeździ. Powiedział coś na wzór - ja pierdole, ten motocykl prowadzi się intuicyjnie, zanim pomyślisz on wykonuje już twoje zamiary.
Takie też miałem odczucia co do hondy, w szczególności kiedy znowu zasiadłem w jej siodle, mając świeże porównanie z motocyklem o zupełnie innym charakterze.
Myśle że to porównanie odsłoni jakiś procent jakim Super Blackbird jest motocyklem.
Okularbebe słusznie zauważył że stała się punktem odniesienia, nawet jeżeli inne motocykle były lepsze w jakiejś z kategorii.

2018-12-09 18:50:02 gregor1365

Kolega z miejsca naszej udręki czyli miejsca zatrudnienia ma XXa czerwonego a wieczorem przy blednącym świetle bordo.
Dwa sezony temu właśnie wieczorem w trakcie wspólnej przebieżki zaproponował zamianę w celu przetestowania ale odmówiłem. Ciemno już było, nie czułem się pewnie a chciałem poczuć to coś. Rozsądek wziął górę i żałuję do dziś, wiedziałbym choć w zarysie na jaki temat pierdolę głupoty...
Jak ten pijak go nie sprzeda bo jakąś depresję ma ostatnio chroniczną, to może się jeszcze uda....
Uda się, albo się nie uda..........

2018-12-03 15:18:08 ha ha ha

....a rano obudziłem się jak zawsze....

2018-12-01 15:46:38 okularbebe

XX był jednym z tych motocykli, który realizował na raz wszystkie marzenia, pozostawiając po sobie pustkę, gdy przeminął. To jeden z tych motocykli, po którym wszystko inne stało się jedynie bladym powtórzeniem. Już nie tak intensywnym. Już nie pierwszym.

Ale naśladowca jest najlepszą pochwałą pierwowzoru. Znam takich, którzy poczuli i XX i GSX1300R i ZZ-R1400. Tylko CBR stała się ich punktem odniesienia. Nawet jeśli tamte i inne motocykle były lepsze w którejś z kategorii.

2018-12-01 14:13:02 Calmly

Witaj jazda na kuli.
Taki pęd osiągnąłem tylko raz w życiu. Chciałem doświadczyć jak to jest. Zdążyłem, udało się.
Dzisiejsze dni nie wywołują chęci jazdy z takimi prędkościami, zbyt dużo energii pochłaniają. Poza tym nie mam już takiej potrzeby, nie wspominając o konsekwencjach :).
Co do Tigera, myśle że 212 to w zupełności wystarczająco, biorąc pod uwagę jakiego typu jest motocyklem. Podejrzewam że wywiązuje się z powierzonego mu zadania doskonale. W końcu to brytol o trzech garach :).
Pozdrawiam

2018-12-01 10:29:58 jazda na kuli

Brzmi jak idealny dzień. Ja rzadko mam zajare na taką prędkośc, ale ostatnio, z kumplem odsadziłem do na pełnym otwarciu i chyba 1szy raz od kiedy mam tigera, zawiodłem się na jego prędkości maksymalnej. Wyświetlił 212 i dalej nic, mimo, że miałem ochotę przyspieszać bez limitów :) dobrze, że ziomek wymięknął i mnie nie dojechał chociaż :)

  • Dodaj komentarz